Solarigrafia… obrazy malowane słońcem

Jak zauważyliście od pewnego czasu na blogu zaczęły się pojawiać informacje na temat solarigrafii. Chciałem pozbierać informację dotyczące tej techniki i napisać obszerny post ale natrafiłem na artykuł Snowman-a. Tekst obejmuje najważniejsze zagadnienia dotyczące solarigrafii a sam Snowman jest prawdziwym znawcą tematu więc kto jak nie on lepiej wprowadzi nas w tajniki solrigrafii.

Solarigrafia… Obrazy malowane Słońcem.

Plasterki wycięte z czasoprzestrzeni. Obserwacje niedostrzegalnego. Kosmos uwięziony w puszce. Dzień, tydzień, miesiąc, kwartał, pół roku, rok. Nieubłagalny upływ czasu zaklęty w papierze. O obrotach ciał niebieskich…

Powrót do korzeni Fotografii. Camera obscura, materiał światłoczuły. Tylko tyle i… aż tyle. Pierwsza fotografia Niecephore’a Niepce’a – światłoszczelne pudełko z otworkiem, płytka pokryta asfaltem syryjskim, wielogodzinne naświetlanie, widok z okna, rok 1826. Prawie 200 lat później Sławek Decyk i Paweł Kula używają takiej samej kamery i współczesnego papieru światłoczułego, który samoistnie ciemnieje pod wpływem światła. I tylko jeden szczegół więcej – ślad pozostawiony przez Słońce w czasie wielodniowych naświetleń. Pierwotnie projekt „Solaris” miał rejestrować wędrówkę Słońca po niebie pomiędzy przesileniami. Szybko jednak wyszedł poza postawione ramy i zyskał popularność na całym świecie. Solarigrafia, bo tak nazwali tę technikę, zaczęła być używana do rejestrowania obrazów w czasie krótszym i dłuższym niż rytm wyznaczony przez podróż Ziemi po orbicie. Rejestracja procesów nie podlegających normalnej percepcji. Wzrost roślin, budowy, rozbiórki, zmiany niedostrzegalne w codziennym pośpiechu. Kondensacja czasu do wymiaru właściwego fotografii, a jednocześnie tak różnego od tej fotografii, do której jesteśmy przyzwyczajeni.

Solarigrafia to wyjście w teren, polowanie na przestrzeń, światło, czas. Ciągła walka z przyrodą, z ludźmi, ciekawością popychającą do bezinteresownej destrukcji. Przyroda jest bezwzględna, błyszczące oko kamery przyciąga ptaki z ostrymi i twardymi dziobami. Deszcz zalewa otworek, woda wdziera się do wnętrza, mokra i rozgrzana emulsja spływa, żelatyna porasta grzybem. Mróz, wiatr i woda osłabiają mocowanie, ale i tak największym wrogiem jest człowiek. Nieznany przedmiot wzbudza ciekawość, popycha do zerwania i… tu kompletne zaskoczenie. Z niemałym trudem oderwany walec nie jest tym, czym wydawał się być – lekki, pozornie pusty, wzbudza strach. Zostaje wyrzucony, zdeptany, rozerwany… Zdarza się, że wyrwany ze środka papier poniewiera się obok, deptany przez przechodniów. Czasem, z nieodgadnionych pobudek, kamera zostaje wypchana zwykłym papierem i wraca na swoje miejsce. Czasem w nienaruszonym stanie zostaje odwieszona w to samo miejsce po kilku dniach… Czasem przepada bez śladu. Zupełna nieprzewidywalność. Codzienne doglądanie, czy jeszcze wisi, wahanie, czy zdjąć już teraz, czy naświetlać jeszcze jeden tydzień, przeszukiwanie okolicy, gdzie mogła zostać porzucona…. Czy wręcz przeciwnie, pozostawiona na cały rok na pastwę losu, ze świadomością, że jeśli cokolwiek się stanie będzie nie do odzyskania. Dreszcz emocji towarzyszący wyciąganiu papieru z puszki, większy niż ten, który towarzyszy wyciąganiu mokrej kliszy z koreksu.

Camera obscura, zwykłe pudełko z otworkiem, najprostszy układ optyczny znany od wieków, opisany przez Leonarda da Vinci. Światło wpadające do wnętrza tworzy obraz, pomniejszony i odwrócony. Przez stulecia camera obscura, z tylną ścianką zastąpioną matówką, służyła malarzom, pozwalając na uchwycenie perspektywy, pomagając w „wiernym” oddaniu rzeczywistości. Po wynalezieniu materiałów światłoczułych pozwoliła na rejestrowanie i późniejsze utrwalenie obrazu świata znajdującego się przed otworkiem. Fotografia. Obiektyw. Aparat. Coraz doskonalsze materiały, coraz krótsze czasy naświetlania. Coraz więcej obrazów, pośpiech, masowość, dewaluacja. Zatrzymać się. Poczuć to, od czego chcieli uciec pionierzy. Wydłużyć naświetlania do granic możliwości materiału, zatrzymać upływ czasu na jednym kawałku papieru. Zobaczyć niedostrzegalne.

Światłoszczelny pojemnik, kawałek papieru światłoczułego, to wszystko, czego potrzebujemy. Przyda się jeszcze kawałek cienkiej blaszki lub folii aluminiowej, igła, czarna taśma izolacyjna. Na kamerę otworkową możemy wykorzystać puszkę (po kawie, ciastkach, napoju), czarny pojemniczek po kliszy (lub dwa, sklejone ze sobą), kawałek rury kanalizacyjnej, cokolwiek innego wymyślimy. Dobrze jest wyczernić wnętrze pojemnika by uniknąć odblasków od metalowych ścianek, na przykład używając czarnej matowej farby w aerozolu. Otworek wygodnie jest wykonać w blaszce, którą później nakleimy przy pomocy czarnej taśmy izolacyjnej na większy otwór wycięty w pojemniku. W tym celu wykorzystamy igłę krawiecką, możliwie najcieńszą. Folię aluminiową wystarczy nakłuć czubkiem igły. Grubszą bądź twardszą blaszkę nakłuwamy z jednej strony igłą, po czym pilniczkiem do paznokci albo drobnoziarnistym papierem ściernym zeszlifowujemy powstałą wypukłość. Nakłuwamy z drugiej strony i ponownie zeszlifowujemy. Powstałą dziurkę możemy powiększyć igłą o znanej średnicy. Znakomicie do tego celu nadają się igły insulinowe – te o średnicy 0.25 mm i 0.3 mm można bez problemu nabyć w aptece. Ważne jest, by otworek miał równą krawędź (przyda się silna lupa, by to sprawdzić) i wykonany był w jak najcieńszej blaszce. Zeszlifowana podczas wykonywania otworka blaszka z puszki po napoju jest wystarczająco cienka. Można spróbować zdobyć od jubilera kawałek cienkiej blaszki srebrnej lub złotej, a otworek zlecić do wykonania grawerowi posługującemu się laserem. Średnicę otworka da się wyliczyć korzystając ze specjalnych tabel bądź programów dostępnych w Internecie. Dla kamer wykonanych z pojemniczków po kliszach lub puszek po napojach możemy uznać, że optymalna średnica to 0.3 mm.

Papier światłoczuły, który włożymy do kamery, to zwykły, srebrowy papier do fotografii czarnobiałej (papiery do fotografii kolorowej raczej się nie nadają – zbyt słabo ciemnieją pod wpływem światła), przeznaczony do klasycznej obróbki w kuwetach (my oczywiście nie będziemy go wywoływać, przy tak długich czasach naświetlania wywołanie spowodowałoby całkowite zaczernienie papieru). Możemy użyć papierów Fomy, Agfy, Kodaka, Ilforda, jak również papierów mniej znanych producentów, czy też dawno wycofanych z produkcji (jak FotonBrom), zarówno stało- jak i wielogradacyjnych. Każdy z tych papierów wystawiony na działanie światła ciemnieje w inny sposób, dając słabsze lub mocniejsze zaciemnienie, w różnym kolorze – fioletowym, różowym, niebieskim, brązowym. Papier może być przeterminowany, nie wpływa to na jego przydatność, co najwyżej może dawać nieoczekiwane efekty barwne. Lepszy jest papier matowy niż błyszczący, gdyż ten ostatni będzie dawał silne odblaski wewnątrz kamery, zwłaszcza tej w kształcie walca.

Przycinamy papier tak, by zmieścił się do wnętrza kamery nie zasłaniając otworka. W kamerach walcowatych owijamy papier prawie po całym obwodzie. W kamerach z płaską ścianką przycinamy go do wymiaru ścianki naprzeciwko otworka. Możemy też z papieru światłoczułego skleić model sześcianu lub innej figury przestrzennej, pamiętając, by emulsja skierowana była do wnętrza, by padało na nią światło przedostające się przez otworek. Po włożeniu papieru do wnętrza dobrze jest podkleić krawędzie do ścianek puszki, by nie przesuwał się w środku pod wpływem wilgoci czy temperatury. Oczywiście, nie musimy tego wszystkiego robić w ciemni, przy bezpiecznym oświetleniu. Wystarczy zacieniony pokój, słaba żarówka, ważne, by na papier nie padało bezpośrednio światło słoneczne lub ze świetlówek energooszczędnych, gdyż ściemnieje, zanim zdążymy go umieścić w kamerze. Mocujemy dekielek i oklejamy go czarną taśmą izolacyjną tak, by światło mogło wpadać jedynie przez otworek. Z kawałka taśmy wykonujemy również „migawkę”, którą nakleimy na otworku, a usuniemy dopiero po umocowaniu kamery w upatrzonym miejscu. Warto również okleić bądź pomalować kamerę z zewnątrz tak, by nie wyróżniała się z otoczenia, w którym planujemy ją pozostawić. Znakomicie do tego nadają się różnokolorowe taśmy izolacyjne.

Najtrudniejsze zadanie dopiero przed nami – musimy znaleźć miejsce z odpowiednim widokiem, wystarczająco skryte przed ciekawskim wzrokiem, i trwale, stabilnie, przymocować tam kamerę. Otworek kamery powinien celować w takim kierunku, by przynajmniej przez część dnia padały na niego bezpośrednio promienie słoneczne. Samą kamerę możemy przymocować na przykład do murków, barierek, krawężników, drzew, słupów, czy nawet znaków drogowych – ważne, by nie rzucała się w oczy i nie przyciągała ciekawskiego wzroku. Do zamocowania możemy użyć taśmy izolacyjnej lub opasek zaciskowych do kabli elektrycznych (jeśli przyczepiamy do prętów), taśmy dwustronnie klejącej, magnesów neodymowych (jeśli mocujemy do stalowych słupów, barierek itp.), ośmiorniczki (pod warunkiem, że kleimy do suchych powierzchni i w ciągu najbliższych godzin nie spadnie deszcz ani nie osiądzie rosa), czy poxiliny (ta jest doskonała, tylko wymaga podklejenia do kamery kilku zapałek lub wykałaczek, by mogła się do nich przylepić, i niestety brudzi palce, mogąc powodować podrażnienia skóry – warto mieć przy sobie chusteczkę nasączoną alkoholem). Problem sprawi klejenie w mróz lub deszcz – wówczas klej albo w ogóle nie złapie, albo w krótkim czasie kamera odpadnie – w takich warunkach warto poszukać sposobów czysto mechanicznych – jak opaski czy magnesy. Dobrym, ale mającym zastosowanie tylko przy relatywnie krótkich naświetlaniach, sposobem jest przymocowanie kamery do długiego gwoździa i wbicie go w ziemię przy ścianie budynku, pod krzakiem czy w innym dyskretnym miejscu.

Puszki można mocować w różny sposób – pionowo, poziomo, otworkiem skierowanym w poziomie, do góry, na ukos. Każdy z nich da zupełnie inną geometrię obrazu, każdy będzie ciekawy. Można również zrobić otworek w dekielku i skierować go w górę albo w bok.

Jeśli chcemy uchwycić trajektorię Słońca w czasie czerwcowego przesilenia, warto pamiętać o kilku sprawach. Przede wszystkim, odległość otworka od jednego z dekielków musi być przynajmniej dwukrotnie większa niż średnica puszki – wynika to z wysokości, na jakiej góruje Słońce na szerokościach geograficznych w Polsce. Im bliżej bieguna północnego, tym ta odległość może być mniejsza. Im bliżej równika, tym powinna być większa, zaś na samym równiku otworek powinien celować w Zenit. Nie musimy kierować otworka zawsze na południe, możemy wycelować na wschód, zachód, nawet na północ w czasie przesilenia letniego. Im bliżej bieguna, tym ślady kreślone przez Słońce będą ciekawsze, może kiedyś ktoś umocuje puszkę na biegunie, celując otworkiem równolegle do osi Ziemi?

Po zakończeniu naświetlania (po miesiącu, kwartale, półroczu, roku) delikatnie wyciągamy papier (również w półmroku lub słabym oświetleniu żarowym – choć utworzony na papierze obraz jest relatywnie trwały, to wystawienie go na działanie światła powoduje jednak powolne zaciemnianie), suszymy (często w puszce potrafi zebrać się sporo wody), a następnie odfotografowujemy aparatem cyfrowym albo skanujemy. Gdy zdecydujemy się na skanowanie, musimy tak dobrać parametry skanu, by świecąca linijka przebiegała pod papierem w czasie nie dłuższym niż kilkanaście sekund. Nie ma sensu wyciąganie maksymalnych rozdzielczości skanera, wystarczy 300DPI, przy szybkich skanerach – 600DPI. Jeśli nieszczęśliwie linijka zatrzyma się choćby na parę sekund pod papierem, pozostawi nieodwracalny ślad. Zeskanowany lub odfotografowany papier chowamy do światłoszczelnego pudełka albo czarnego foliowego worka, z którego wyjęliśmy wcześniej nienaświetlone arkusze. I tu pojawia się kontrowersyjna kwestia utrwalania negatywów – utrwalacz w znacznym stopniu osłabi obraz, pozostawiając znacznie delikatniejszy rysunek cieni i śladów Słońca, dając w zamian odporność na zaświetlenie i pozwalając na bezpieczne skanowanie. Możemy się pokusić o skopiowanie tak utrwalonego negatywu stykowo na papier i późniejsze wywołanie pozytywu.

Otrzymany dowolną metodą plik z negatywu obrabiamy dalej w dowolnym programie graficznym, który pozwala na odwrócenie kolorów i manipulacje krzywymi jasności i kontrastu. Doskonale sprawdza się tu darmowy GIMP. Z obrazka wycinamy interesujący nas kadr, odbijamy lustrzanie w poziomie (przywracając właściwą orientację kierunków) i odwracamy kolory, uzyskując dość wyblakły pozytyw. Teraz krzywymi zwiększamy kontrast, uzyskując prawie pełne czernie i białe światła oraz dostosowując półcienie. Nie ma jednego prostego przepisu – dążymy do uzyskania obrazu wyraźnego i nasyconego, ale i tak najważniejsze jest nasze odczucie. Tak przygotowany plik możemy dać do naświetlenia w labie, albo wydrukować na drukarce do zdjęć. Z papierowego negatywu 7cm x 9cm zeskanowanego w rozdzielczości 300DPI możemy bez wyraźnych strat jakości uzyskać powiększenie 24cm x 30cm.

Uzyskane w ten sposób obrazy potrafią zaskoczyć bogactwem barw, a pamiętajmy, że powstają na papierze do fotografii czarnobiałej. Czasem będą to błękity, zielenie, czasem brązy, róże, czasem kolory będą zdecydowane i intensywne, czasem będą to delikatne pastele. Czasem, co najbardziej zaskakujące, uzyskane kolory będą zbliżone do rzeczywistych – błękit nieba, zieleń traw, brąz krytych dachówką dachów, żółć śladów Słońca. Mechaniczna destrukcja, spływająca czy zagrzybiona emulsja, wnoszą dodatkowy wymiar do obrazów. Ostatnio dochodzę do wniosku, że te zniszczone obrazy, rozmijające się z oczekiwaniami, dają najatrakcyjniejsze efekty. Natura sama tworzy nieprzewidywalne, nam pozostaje jedynie sięgnąć po czas i przestrzeń schwycone do puszki.

Linki:
http://www.solargraphy.com/
http://www.peuta.republika.pl/kula/projekty/solaris.htm
http://free.art.pl/solaris/solaris/Solaris.html
http://www.marcinkysiak.pl/albums/plfoto/solarigrafia
http://www.solarigrafia.com/
http://snowman.plfoto.com/
http://www.galeriaff.infocentrum.com/2005/decyk/decyk_p.htm

* Wszystkie zdjęcia zawarte w artykule należą do autora tekstu.

Autor tekstu: Snowman

Żródło: http://www.solarigrafia.pl/articles/13.html, http://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f69/19.htm

This entry was posted in Do poczytania and tagged , , , , , , , , , . Bookmark the permalink.